Systemy monitorowania przyszłości. Kamery będą skierowane na nasze oczy, twarz i… zachowanie
Halina Niemiec, polska inżynierka z krakowskiej AGH, pracująca w Magna Electronics, jednym z największych dostawców technologii motoryzacyjnych na świecie, napisała artykuł o tym, dokąd zmierzają systemy obserwujące kierowcę podczas jazdy. Nie chodzi tu o kamery na drodze, lecz o te skierowane na nas, na nasze oczy, twarz i zachowanie za kierownicą.

Po co kamera patrzy na kierowcę?
Samochody coraz częściej wyposażane są w kamery i czujniki wewnątrz kabiny. Ich zadanie jest proste: sprawdzać, czy kierowca jest skupiony, czy nie zasypia i czy w ogóle patrzy na drogę. Tego typu systemy przez długi czas były luksusem dostępnym tylko w drogich autach. Dziś, głównie dlatego, że wymusiły to przepisy unijne, stają się standardem w każdym nowym samochodzie.
Jaki jest problem z obecnymi systemami?
Tu Niemiec stawia ciekawą diagnozę. Żyjemy w świecie, w którym co chwilę coś piszczy, mruga i powiadamia. Telefon, nawigacja, radio, system pokładowy auta. W tym nieustannym szumie powiadomień kierowcy zaczęli zwyczajnie ignorować kolejne alerty, albo, co gorsza, wyłączać je całkowicie, bo po prostu denerwują.
Dotychczasowe systemy ADAS (*) czyli systemy wspomagania kierowcy działają według zasady: jedno zdarzenie, jedna reakcja, taka sama dla każdego. Bez względu na to, czy jesteś wypoczętym zawodowym kierowcą, czy zmęczonym rodzicem po nieprzespanej nocy. System traktował wszystkich jednakowo. I właśnie to jest jego największa słabość.
Na czym polega zmiana?
Autorka opisuje przejście do systemów, które będą uczyć się konkretnego kierowcy, nie jego przyzwyczajeń ani preferencji muzycznych, ale tego, jak reaguje na ostrzeżenia i jaka jest jego kondycja w danej chwili.
Mówiąc prościej: zmęczonego kierowcę system ostrzeże wcześniej i mocniej. Temu wypoczętemu i skupionemu, spokojnie, bez niepotrzebnego zawracania głowy. Chodzi o to, żeby właściwy alert dotarł do człowieka we właściwym momencie i we właściwej formie bo tylko wtedy naprawdę zadziała.
Niemiec zaznacza przy tym wyraźnie: to nie ma nic wspólnego z pobłażaniem kierowcy. Personalizacja nie oznacza, że system będzie udawał, że wszystko jest w porządku, bo tak sobie życzymy. Cel pozostaje ten sam - bezpieczeństwo. Zmienia się tylko sposób jego realizacji.
Co z prywatnością?
Żeby system mógł oceniać naszą kondycję, musi nas obserwować. A to rodzi pytania, które Niemiec traktuje poważnie: co dokładnie jest zbierane, gdzie to trafia i kto ma do tego dostęp? Kierowca musi czuć, że auto działa dla niego a nie, że jest przez nie inwigilowany.
Kto powinien ustalić zasady gry?
Unijne przepisy wymusiły już, że kamery w kabinie samochodu być muszą. Nie powiedziały jednak, jak daleko może sięgać „inteligencja" tych systemów. Niemiec uważa, że to producenci i dostawcy technologii powinni sami wypracować standardy, zanim zrobi to ustawodawca. Bo gdy wkracza regulator bez przygotowanego gruntu, często bywa to zbyt szybko, zbyt ogólnie albo zbyt późno.
Działać mądrzej
Artykuł pani inżynier Haliny Niemiec mówi w gruncie rzeczy o jednej, prostej rzeczy: systemy, które ostrzegają kierowcę, muszą zacząć działać mądrzej, nie głośniej. Bo kierowca, który wyłącza irytujące powiadomienia, jest bardziej narażony na wypadek niż taki, któremu system podaje właściwą informację w odpowiednim momencie. Technologia ma tu służyć człowiekowi, ale nigdy kosztem jego bezpieczeństwa.
(*) - ADAS (Advanced Driver Assistance Systems) to po prostu systemy wspomagania kierowcy, cały zestaw elektronicznych „pomocników" wbudowanych we współczesne samochody. Mowa o tempomacie adaptacyjnym, który sam hamuje, gdy poprzedni samochód zwolni, o systemie ostrzegającym przed niezamierzoną zmianą pasa ruchu, o automatycznym hamowaniu awaryjnym czy kamerach cofania. Jednym słowem: wszystko to, co auto robi za kierowcę lub to co go ostrzega, zanim sam zdąży zareagować.
Tekst napisalismy na podstawie artykułu „Driver Monitoring Systems: From Detection to Personalized Response" autorstwa Haliny Niemiec (Magna Electronics).












