Policjantka (lub ją udająca) zmusza taksówkarza do złamania przepisów. „Jedź, spieszę się”. I pokazała tzw. „blachę”
I oto mamy znowu przykład o granicach absurdu, chamstwa i poczucia bezkarności. Tym razem w roli głównej kobieta, która, jak wynika z nagrania zmusza kierowcę taksówki Uber do ruszenia na czerwonym świetle. Powód? Spieszy się na pociąg. Argument? Pokazanie „blachy”, która wygląda na policyjną.

Filmik jest krótki, ale treściwy
Widzimy skrzyżowanie, czerwone światło, auta stojące grzecznie, a w środku taksówkarz, który oponuje, i nie ulega presji pasażerki. Słyszymy mniej więcej: „jedź, bo jestem z policji”, „spieszę się na pociąg”, „no jedź”. Kierowca nie końcu rusza, nie ryzykuje. (film TUTAJ)
Policja w Poznaniu podobno już rozesłała ten materiał do wszystkich komend z prośbą o pomoc w identyfikacji kobiety. I bardzo dobrze. Bo tu mamy do czynienia z dwiema możliwościami, obie złe.
Wariant A. To naprawdę policjantka
Wtedy mamy do czynienia z klasycznym przykładem nadużycia władzy i totalnego lekceważenia zasad, które sama powinna egzekwować. Funkcjonariuszka, która każe łamać przepisy, bo „jej się spieszy”, to nie jest drobne wykroczenie. To cios w zaufanie do całej formacji. Jeśli ktoś nosi „blachę”, a jednocześnie uważa, że kodeks drogowy go nie dotyczy, to powinien bardzo szybko stracić mundur, broń i legitymację, najlepiej z zakazem wstępu do służb na zawsze. Inaczej każdy następny mandat wystawiony przez policję będzie brzmiał jak żart.
Wariant B. To nie policjantka, tylko oszustka z podróbką
Wtedy sprawa jest jeszcze poważniejsza. Podszywanie się pod funkcjonariusza publicznego (art. 227 KK) to przestępstwo zagrożone nawet 3 latami pozbawienia wolności. Do tego dochodzi nakłanianie do popełnienia wykroczenia / przestępstwa (art. 18 § 1 KK w zw. z art. 92 KW), narażenie na niebezpieczeństwo w ruchu drogowym (art. 160 KK), a w skrajnym przypadku, gdyby doszło do kolizji nawet nieumyślne spowodowanie wypadku. Jeśli blacha jest fałszywa, to pani właśnie awansowała z „paniusi, która się spieszy” na „podejrzaną o poważne przestępstwo”.
Będą konsekwencje?
W obu przypadkach finał powinien być jeden: surowa kara. Nie „upomnienie”, nie „rozmowa wychowawcza”, nie „przeniesienie do innej jednostki”. Tylko konsekwencje, które będą bolały i odstraszały następnych.
Brawo dla taksówkarza
A taksówkarz? Brawo dla niego, że nie dał się zmanipulować. A na koniec zostaje proste pytanie: czy w kraju, w którym policjant(ka) może zmuszać do łamania prawa na czerwonym świetle „bo pociąg ucieknie”, ktokolwiek jeszcze traktuje poważnie hasło „służba, a nie władza”?
Czekamy na finał tej historii. I oby nie skończyła się po cichu w szufladzie.












