Mejza za nic ma przepisy. Odpowiedzialności brak
Trudno uwierzyć, że osoba pełniąca funkcję publiczną może w tak lekceważący sposób podchodzić do prawa. A jednak, jak informuje RMF24, poseł Prawa i Sprawiedliwości Łukasz Mejza zgromadził na swoim koncie gigantyczną liczbę punktów karnych, która dla przeciętnego kierowcy oznaczałaby natychmiastową utratę prawa jazdy, i to wielokrotnie. Według ustaleń dziennikarzy, w systemie znajduje się aż 16 przypadków przekroczeń prędkości, choć do Sejmu trafiło dotąd jedynie 9 wniosków o uchylenie immunitetu. Już same wykroczenia zarejestrowane przez fotoradary oznaczają 148 punktów karnych i ponad 15 tysięcy złotych mandatów. A to dopiero część całości.

Jeździ jak pirat drogowy
Jeśli zsumować wszystkie przewinienia, także te ujawnione przez policję, liczby robią się wręcz absurdalne:
- 163 punkty karne
- 17 800 zł mandatów
To nie jest już seria przypadkowych wykroczeń. To systematyczne łamanie przepisów, które naraża innych uczestników ruchu drogowego.
Najbardziej bulwersujący jest przypadek z okolic Polkowic, gdzie polityk miał jechać 200 km/h, przekraczając dopuszczalną prędkość o 80 km/h. Trudno to nazwać inaczej niż skrajną nieodpowiedzialnością.
Lista wykroczeń jak katalog brawury
Ujawnione zestawienie pokazuje skalę problemu, wielokrotne przekroczenia prędkości. To nie pojedynczy błąd. To styl jazdy.
Immunitet nie może być tarczą dla nieodpowiedzialności
Jak podaje RMF24, Inspekcja Transportu Drogowego czeka na formalne zakończenie procedur związanych z immunitetem, aby skierować sprawę do sądu. I słusznie, bo w tej sytuacji mandaty to zdecydowanie za mało.
Zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego zapowiada możliwość skierowania spraw do sądu, który nie musi trzymać się taryfikatora. To oznacza, że konsekwencje mogą być poważniejsze. I oby takie były.
Utrata prawa jazdy to dopiero początek
Polityk może również stracić prawo jazdy, przejść pełny egzamin od nowa włącznie z teorią, placem manewrowym i jazdą w ruchu drogowym.
Fatalny przykład
Najbardziej niepokojące w tej sprawie nie są nawet liczby, lecz sygnał, jaki wysyła ona społeczeństwu. Osoba pełniąca mandat posła powinna świecić przykładem, tymczasem mamy do czynienia z kimś, kto zachowuje się na drodze jak idiota.
Utrata prawa jazdy na zawsze?
To nie tylko kwestia prawa, ale zwykłej odpowiedzialności. Bo na drogach nie chodzi o punkty i mandaty, chodzi o ludzkie życie. I właśnie dlatego ta sprawa nie powinna przejść bez echa. Powinna zakończyć się zabraniem temu panu prawa jazdy. Najlepiej na zawsze.












