Jak nie dać się okraść jadąc samochodem przez Europę?
Czas wakacji. Za chwilę tysiące Polaków wsiądą w swoje auta i ruszą na wakacje po Polsce a także do Chorwacji, Włoch, Francji, Holandii, Niemiec. Trasy długie, autostrady szerokie, krajobraz za oknem piękny. Problem w tym, że na tych drogach, parkingach czy stacjach benzynowych czają się ludzie, którzy czekają właśnie na was. Zmęczonych, rozespanych, nieuważnych. I mają w tym wprawę.

4.40 rano. Niemcy. Parking przy autostradzie
Kobieta wracała samochodem z Holandii do Polski. Sto kilometrów przed Berlinem, środek nocy, zmęczenie wzięło górę. Znalazła wolne miejsce, zaparkowała tuż przy wyjeździe i zasnęła. A potem coś ją obudziło. Teraz opisała to na Facebooku.
Ktoś szarpał za klamkę drzwi. Ktoś inny próbował otworzyć bagażnik. Przed szybą stał mężczyzna, który przez uchylone okno informował ją, że ma "duży problem z przodu auta" i gwałtownie machał rękami. Klasyczny scenariusz, jeden odwraca uwagę, drugi pracuje. Gdyby spanikowała, gdyby uwierzyła w ten "pożar silnika" czy "przebitą oponę" i otworzyła drzwi straciłaby auto, bagaże i być może coś więcej.
Zamiast tego zaczęła trąbić. Długo, głośno, bez przerwy. Po trzydziestu sekundach dwaj mężczyźni odjechali, z otwartą klapą bagażnika, zapewne żeby kamery lub przypadkowi świadkowie nie zdążyli sfotografować tablic rejestracyjnych. Zatrzymali się przy wyjeździe z parkingu, zamknęli klapę i zniknęli. Trąbienie. Prosty, instynktowny odruch. I zadziałało.
To nie jest odosobniony przypadek. To jest system
Pod postem kobiety na Facebooku odezwały się dziesiątki osób z podobnymi historiami i od razu widać, że mamy do czynienia nie z pechowym zbiegiem okoliczności, ale z zorganizowaną akcją.
Jeden z komentujących opisał inną sytuację: jakiś mężczyzna podszedł pod pozorem prośby o wskazówki drogowe ("nie mam internetu, mapy nie działają"), a gdy skończyła się rozmowa, "przypadkowo” znalazł na ziemi zwitek banknotów i zaproponował podział. Wystarczyło wpuścić go do auta. Co by było dalej można sobie wyobrazić.
Inna osoba wracała z Holandii i na autostradzie za Poznaniem wpadła w "kleszcze", jedno auto blokowało z przodu, drugie dojeżdżało z tyłu, systematycznie zwalniając. Uciekła na pobocze, ominęła blokadę i dotarła na stację benzynową, gdzie wezwała policję. Strach przed samotną jazdą w trasie pozostał do dziś.
Jeszcze ktoś inny opisał nocny postój za Hanowerem, gdzie ktoś szarpał kolejno każdą klamkę przy jego samochodzie. Gdy podniósł głos, agresor stał chwilę nieruchomo, po czym zza sąsiedniego auta wyszedł drugi. Zawsze jest ich dwóch. Zawsze w nocy. Zawsze na pełnym parkingu, gdzie łatwo zniknąć w tłumie tirów.
Ktoś wspomniał o metodzie ze świeceniem latarką przez szybę w środku nocy, żeby oślepić kierowcę, sprawdzić czy śpi, ocenić sytuację. Inni pisali o taśmie przyczepionej do koła, samochód zaczyna dziwnie stukać, kierowca zatrzymuje się, wysiada sprawdzić, a wtedy...
Pojawiła się też historia kierowcy ciężarówki, kobiety, która jadąc przez Niemcy miała przez czterdzieści minut na ogonie osobówkę, której pasażerowie próbowali ją zmusić do zjazdu na parking. Próbowali zajechać drogę, blokować. Ona nie zwalniała. Wisiała na telefonie ze znajomym, który z drugiego aparatu dzwonił na policję.
Zasady, które mogą uratować urlop
Komentujący, choć w różnym nastroju i z różnym poziomem emocji, byli zaskakująco zgodni co do kilku kwestii praktycznych.
Po pierwsze: parkuj tylko na oświetlonych stacjach benzynowych z kamerami, a nie na leśnych zatoczkach przy autostradzie. Kamera i ruch pieszy to najskuteczniejszy odstraszacz.
Po drugie: zamykaj drzwi od środka zawsze i natychmiast, nie tylko gdy śpisz, ale też gdy stoisz na światłach w obcym mieście, gdy wjeżdżasz na stację, bawet jak jeszcze nie zdążyłeś zapiąć pasa.
Po trzecie: nie otwieraj okna ani drzwi na prośbę obcego, który twierdzi, że masz problem z autem. Jeśli coś rzeczywiście się pali lub sypie sam to zauważysz.
Po czwarte: trąb. Głośno i długo. To najprostsze narzędzie, które masz pod ręką o czwartej rano, gdy ktoś szarpie za bagażnik.
Po piąte: nie zatrzymuj się sam na nocny postój. Jedź z kimś, zmieniajcie się za kierownicą, albo zaplanuj trasę tak, żeby nocny odpoczynek wypadał w hotelu lub pensjonacie. Kilkaset złotych za nocleg to nic w porównaniu z tym, co można stracić na parkingu.
Europa jest piękna. Ale nie jest bez wad
Nie chodzi tu o to, żeby straszyć i zniechęcać do wyjazdów zagranicznych. Europa jest wspaniałym miejscem na wakacje i zdecydowana większość kierowców dociera na miejsce bez najmniejszego incydentu. Ale trasa z Polski do Niemiec, Belgii, Holandii, Włoch, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii przebiega przez rejony, gdzie od lat działają zorganizowane grupy złodziei i przestępców specjalizujących się właśnie w kierowcach z długich tras, zmęczonych, śpiących, podróżujących z całym dobytkiem zapakowanym do bagażnika.
Okolice Berlina są szczególnie ryzykowne, ale podobne zdarzenia opisywano też w Austrii, Belgii, Hiszpanii, ale i po polskiej stronie granicy na stacjach, parkingach.
Metody są różne: fałszywy alarm z autem, blokady na autostradzie, "znalezione pieniądze", sprzedaż złotych monet jako pretekst do podejścia, taśma na kole, latarka w twarz przez szybę, gaz wpuszczany przez uchylone okno. Łączy je jedno, działają na zmęczonego człowieka, który chce tylko się przespać i dotrzeć do celu.
Autorka posta na facebooku dotarła bezpiecznie. Trąbiła trzydzieści sekund i tamtych dwóch zniknęło. Ale nie każda historia kończy się tak dobrze.
Wyjeżdżajcie wypoczęci. Zamykajcie drzwi. I pamiętajcie, że najlepsza przerwa w trasie to ta na oświetlonej stacji, nie przy ciemnym zjeździe w lesie. Wakacje poczekają. Wy musicie tam dotrzeć.












