Nissan pokazał Leafa NISMO. Tak powinny wyglądać sportowe elektryki
Jacek JureckiAutor
Przez lata słowo NISMO kojarzyło się z czymś, co ryczy, strzela z wydechu przy zmianie biegów i skutecznie budzi sąsiadów o szóstej rano. Teraz Nissan postanowił przykleić tę plakietkę do samochodu, który w trybie ECO porusza się ciszej niż kot skradający się do miski z jedzeniem. Na papierze brzmi to jak żart. W praktyce okazuje się jednak jednym z najbardziej przemyślanych pomysłów marki od lat.

Kierownica reaguje szybciej, niż zdążysz pomyśleć o skręcie
Nissan Leaf NISMO powstał na bazie nowej, trzeciej generacji „liścia”. Inżynierowie potraktowali zawieszenie bardzo poważnie. Auto otrzymało nowe sprężyny, stabilizatory, starannie dobrane tuleje oraz zawory wahadłowe w amortyzatorach znane już z X-Traila NISMO. Efekt? Samochód ma reagować na ruch kierownicą szybciej, niż zdążysz pomyśleć o skręcie, a jednocześnie nie rozkładać kręgosłupa na progach zwalniających. A to w Polsce, gdzie próg zwalniający bywa lokalną atrakcją turystyczną, ma całkiem spore znaczenie.
Całość uzupełniają opony Michelin Pilot Sport 5 założone na kute 19-calowe felgi Enkei, dokładnie taki zestaw, jakiego oczekuje się od usportowionej wersji.
Tryb NISMO zamiast zwykłego Sport
Nissan Leaf Nismo
Z czterech dostępnych trybów jazdy trzy, Standard, ECO i Sport zostały przeprogramowane, a Sport doczekał się nawet nowej nazwy: NISMO Mode. Ma oferować mocne, liniowe przyspieszenie, czyli dokładnie to, w czym napęd elektryczny jest najlepszy. Bez turbodziury, bez przeciągania zmian biegów i bez udawania, że pod maską rozgrywa się dramatyczna walka z fizyką.
Jeszcze ciekawiej prezentuje się układ odzyskiwania energii. Leaf NISMO jako pierwszy elektryczny model z logo NISMO otrzymał łopatki do regulacji siły rekuperacji z dedykowanym strojeniem. Pierwszy poziom działa łagodniej niż w standardowym Leafie, kolejne trzy zapewniają coraz mocniejsze hamowanie regeneracyjne. To niewielka zmiana, ale jedna z tych, które rzeczywiście wpływają na sposób prowadzenia samochodu.
Nie udaje zwykłego Leafa
Nissan Leaf Nismo
Przedni zderzak otrzymał nowe kanały kierujące powietrze wzdłuż nadwozia, progi optycznie obniżają sylwetkę, a z tyłu pojawił się dyfuzor oraz wydłużony spojler typu „ducktail”. Wszystkie te elementy mają zwiększać docisk bez pogarszania aerodynamiki. Innymi słowy nie są tylko ozdobami. Całość dopełnia cienka czerwona linia biegnąca wzdłuż nadwozia oraz czarne lusterka.
We wnętrzu dominuje czerń z czerwonymi detalami. Kierownica obszyta syntetyczną tkaniną przypominającą w dotyku połączenie mikrofibry i zamszu otrzymała czerwony znacznik na godzinie dwunastej, sportowe fotele mają czerwone przeszycia i haftowane logo NISMO, a wisienką na torcie są fabryczne fotele RECARO z elektryczną regulacją oparcia. To wnętrze nie próbuje udawać sportowego. Ono po prostu takie jest.
Zamienię Abarth 600e Scorpionissima na Leafa NISMO
Nissan Leaf Nismo
Na razie Leaf NISMO trafił wyłącznie na rynek japoński. Pozostaje więc liczyć na to, że ktoś w europejskim oddziale Nissana przypomni sobie, iż także u nas są kierowcy, którzy chcą jeździć elektrykiem bez poczucia, że prowadzą urządzenie AGD na kołach.
Jeśli Leaf NISMO rzeczywiście kiedyś pojawi się w Polsce, plan mam już gotowy. Mój Abarth 600e Scorpionissima idzie w odstawkę, a ja przesiadam się do tego Nissana. Nie znam większego komplementu, jaki mogłabym wystawić samochodowi, którego nie widziałam na żywo nawet w normalnej odmianie.












