Policyjny Mustang rozbity. Auto odebrane pijanemu kierowcy nie przetrwało nawet czterech miesięcy służby
Policyjny Ford Mustang GT, skonfiskowany wcześniej pijanemu kierowcy, rozbił się w kolizji pod Radomiem.

Internauci przewidzieli ten scenariusz już w marcu
Są takie momenty w motoryzacji, kiedy internet okazuje się bardziej przewidujący niż autorzy najbardziej ambitnych policyjnych projektów. 17 marca w Automobilklubie Radomskim zaprezentowano oznakowanego Forda Mustanga GT, wcześniej skonfiskowanego pijanemu kierowcy spod Ciechanowa, a następnie wcielonego do służby w radomskiej drogówce.
Samochód miał być symbolem nowych przepisów o przepadku pojazdów i dowodem na to, że jazda po alkoholu może skończyć się nie tylko utratą prawa jazdy, ale także samego auta. Informacja szybko obiegła internet, a pod artykułami zaroiło się od komentarzy. Wielu czytelników przewidywało, że prędzej czy później policyjny Mustang zostanie rozbity.
Nie dlatego, że ktoś źle życzył policjantom. Po prostu 450-konny samochód wykorzystywany podczas interwencji i przejazdów na sygnale wcześniej czy później miał znaleźć się w sytuacji, w której ryzyko kolizji będzie znacznie większe niż w przypadku zwykłego radiowozu.
Fałszywy alarm okazał się tylko odroczeniem
Ta historia miała już swoją próbę generalną. Niedługo po prezentacji auta w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia rzekomo rozbitego radiowozu. Policja szybko zdementowała plotki, zapewniając, że Mustang jest cały, a przy okazji przypomniała, że samochód trafił do służby po odebraniu go nietrzeźwemu kierowcy.
Kilka miesięcy później fałszywe doniesienia przestały być tylko internetową sensacją.
Policyjny Mustang rozbił się pod Radomiem
Fot. policja
Na ulicy Radomskiej w Milejowicach policyjny Ford Mustang GT jechał na sygnale do zgłoszenia drogowego, wyprzedzając kolumnę pojazdów. W tym samym czasie kierująca Volkswagenem rozpoczęła skręt w lewo. Doszło do zderzenia, po którym radiowóz uderzył jeszcze w ogrodzenie posesji, a Volkswagen zakończył jazdę w rowie.
Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń. Zarówno policjanci, jak i kierująca byli trzeźwi. Kobieta została ukarana mandatem w wysokości 2000 zł oraz 10 punktami karnymi za nieprawidłowo wykonany manewr skrętu.
Znacznie gorzej wygląda sytuacja samego Mustanga, który doznał poważnych uszkodzeń po zaledwie kilku miesiącach służby.
Fot. policja
Symbol walki z pijanymi kierowcami miał po prostu pecha
W całej historii trudno nie dostrzec ironii. Samochód odebrany kierowcy za jazdę pod wpływem alkoholu, a następnie zamieniony w symbol walki z pijanymi kierowcami, sam zakończył interwencję rozbity. Tym razem jednak za kierownicą siedział trzeźwy policjant, a przyczyną zdarzenia był błąd drugiego uczestnika ruchu.
Nie zmienia to faktu, że wykorzystanie skonfiskowanych samochodów w służbie policji pozostaje dobrym pomysłem. Zamiast wracać na rynek wtórny, auta mogą pełnić funkcję użytkową i jednocześnie przypominać o konsekwencjach jazdy pod wpływem alkoholu.
Jeśli uszkodzenia okażą się możliwe do naprawienia, policyjny Mustang prawdopodobnie wróci do służby. A historia samochodu, który najpierw stał się symbolem nowych przepisów, a później bohaterem głośnej kolizji, z pewnością jeszcze się nie kończy.












