Mandat dla auta, który jedzie bez kierowcy
Wyobraźmy sobie przez chwilę taką sytuację. Policjant stoi przy drodze, macha lizakiem do samochodu, który… jedzie dalej. Nie dlatego, że kierowca go zignorował. Ale dlatego, że kierowcy tam po prostu nie ma. Jest za to kamera, kilkanaście sensorów i algorytm, który uznał, że jednak może skręcić na czerwonym. Otóż właśnie. Prawo tego nie przewiduje. Szkoła policyjna w Szczytnie raczej też nie szkoliła z tego scenariusza. A problem, który dziś wydaje się odległy jak wyprawa załogi Artemis II wokół księżyca, za kilka lat stać się w Polsce rzeczywistością. Tymczasem w Kalifornii…

Kalifornia pierwsza, ale nie ostatnia
Na razie ten dylemat rozwiązuje Kalifornia. Od 1 lipca 2026 roku wchodzi tam w życie Assembly Bill 1777, ustawa, która po raz pierwszy w historii daje policji narzędzia do nakładania kar na samochody autonomiczne łamiące przepisy ruchu drogowego. Firmy takie jak Waymo czy Zoox, które wypuszczają swoje bezobsługowe pojazdy na ulice Los Angeles i San Francisco, będą odtąd odpowiadać za każde wykroczenie swoich pojazdów.
Fot. Waymo
Mechanizm jest prosty w założeniu, choć nieco absurdalny Policjant nie może oczywiście wręczyć mandatu bo nie ma komu. Zamiast tego wypisuje zawiadomienie z datą, godziną, miejscem i numerem rejestracyjnym auta, a dokumentacja trafia do stanowego urzędu komunikacji, który decyduje o karze. Jeśli autonomiczne auto spowoduje kolizję, operator musi wysłać na miejsce swojego przedstawiciela. Żywego człowieka. Bo jednak ktoś musi podpisać papier.
Jeśli producent nie poprawi problemu albo naruszenia będą się powtarzać, urząd może ograniczyć lub zawiesić jego pozwolenie na jazdy aut autonomicznych.
Fot. Waymo
Samochód autonomiczny kontra znak stopu. Kto wygra?
Amerykańskie media społecznościowe od dawna są pełne nagrań, na których pojazd Waymo zatrzymuje się w środku skrzyżowania, blokuje ulicę, albo – to nagranie jest hitem internetu - spokojnie przejeżdża w Los Angeles przez policyjną blokadę. Bo algorytm nie wiedział, że ma się zatrzymać. Nikt mu tego nie powiedział. A policjanci stali i patrzyli z mieszaniną zdumienia i bezradności.
Musi być linia alarmowa
Wspomniana ustawa próbuje to naprawić. Operatorzy takich samochodów będą musieli uruchomić dedykowaną linię alarmową dla służb ratowniczych i wyposażyć swoje pojazdy w dwukierunkowy system głosowy, by strażak albo policjant mógł porozmawiać z żywym człowiekiem, operatorem po drugiej stronie łącza. Służby będą też mogły wysłać komunikat, który w ciągu dwóch minut „zmusi” autonomiczne auta do odjazdu z miejsca zdarzenia, pożaru itp.
Przed dopuszczeniem do ruchu publicznego operatorzy będą musieli także wykazać się przejechaniem nawet pół miliona mil testowych, w zależności od wielkości pojazdu, oraz corocznie przedstawiać plan współpracy z ratownikami.
Warto dodać, że Kalifornia nie jest tu pionierem. Amerykańskie stany Texas i Arizona już wcześniej wprowadziły możliwość karania operatorów za wykroczenia ich pojazdów.
A co z Polską?
I tu zaczynają się schody. Bo o ile Kalifornia od lat jest laboratorium autonomicznej motoryzacji i miała czas, by powoli budować ramy prawne, o tyle Polska jest w zupełnie innym miejscu. U nas Waymo nie jeździ. Jeszcze. Ale europejskie firmy testują autonomiczne pojazdy już teraz. Przepisy unijne prędzej czy później wymuszą ujednolicone standardy na całym kontynencie. I wtedy padnie pytanie "co zrobi policjant, gdy nie ma kierowcy?" przestanie być retoryczne.
Czas zacząć pytać, zanim będzie za późno
Problem mandatów dla autonomicznych samochodów to nie science fiction. To kwestia kilku lat, może nawet mniej. W miastach takich jak Warszawa, Wrocław czy właśnie Kraków pojawiają się już autonomiczni dostawcy, roboty kurierskie i pojazdy testowe różnych kategorii. Skala Waymo to na razie odległa perspektywa, ale prędzej czy później ten problem pojawi się także w Polsce.
Warto już teraz zadać sobie kilka pytań. Kto będzie odpowiadać za wykroczenie autonomicznego samochodu na polskiej drodze. Producent, operator, właściciel floty? Jakie procedury ma stosować policjant, gdy nie może rozmawiać z kierowcą? Czy polskie prawo o ruchu drogowym wymaga nowelizacji, zanim pierwszy bezobsługowy samochód wyjedzie regularnie na ulicę polskiego miasta?
Kalifornia odpowiedziała na te pytania, bo musiała. Polska ma jeszcze chwilę. Ale ta chwila jest krótsza, niż się wydaje.












