BYD wygrało proces z blogerem. Sąd nakazał przeprosiny i odszkodowanie
Jacek JureckiAutor
Chiński gigant motoryzacyjny BYD odniósł kolejne głośne zwycięstwo przed sądem. Twórca internetowy znany pod pseudonimem „Long Ge Talks EVs" został zobowiązany do zapłaty niemal 293 000 dolarów odszkodowania, to równowartości ponad 1,3 miliona złotych, oraz do publicznego przeproszenia firmy. Sprawa odbiła się szerokim echem nie tylko w Chinach.

Kim jest „Long Ge Talks EVs" i dlaczego BYD go pozwało?
„Long Ge Talks EVs", czyli w wolnym tłumaczeniu „Starszy brat Long gada o EV", prowadził popularny kanał poświęcony chińskim samochodom elektrycznym. W swoich materiałach opisywał szczegółowo rzekome usterki i problemy z naprawami baterii, silników oraz układów sterowania elektrycznego w pojazdach BYD. Treści te trafiały do szerokiej widowni i kształtowały opinię publiczną na temat marki.
Problem polegał na tym, że bloger nie dysponował żadnymi zweryfikowanymi dowodami technicznymi na poparcie swoich twierdzeń. Sąd pierwszej instancji uznał, że publikowane materiały wyrządziły BYD realną szkodę wizerunkową, a sąd drugiej instancji w pełni podtrzymał ten wyrok. W nagraniu z przeprosinami, które „Long Ge" opublikował, sam przyznał, że jego wcześniejsze treści nie miały oparcia w faktach i uderzyły w reputację producenta. Wyrok zobowiązał go do natychmiastowego zaprzestania naruszania dóbr firmy, usunięcia skutków wyrządzonej szkody oraz wypłaty pełnego odszkodowania.
Fot. Jacek Jurecki
Jak BYD wypowiedział wojnę dezinformacji w mediach społecznościowych?
Sprawa „Long Ge" nie jest odosobnionym incydentem, to element znacznie szerszej i dobrze zorganizowanej kampanii prawnej BYD. Już w czerwcu 2025 roku departament prawny firmy ogłosił publicznie, że pozwał łącznie 37 influencerów za zniesławienie i objął wewnętrznym monitoringiem kolejnych 126 kont w mediach społecznościowych.
Jednocześnie BYD uruchomił program nagród dla informatorów, oferując od 7 000 do aż 700 000 dolarów za wiarygodne doniesienia o zorganizowanych kampaniach dezinformacyjnych wymierzonych w markę.
Firma opisała sytuację jako serię powtarzalnych, zorganizowanych i złośliwych ataków internetowych, za którymi stać miały bliżej niezidentyfikowane agencje PR oraz redakcje mediów.
Li Yunfei, szef PR koncernuBYD, zaznaczył, że firma nie ma nic przeciwko rzetelnej krytyce i niezależnemu nadzorowi konsumenckiemu, ale nie zamierza tolerować treści sfabrykowanych. Wśród zarzutów stawianych twórcom pojawiały się fałszywe informacje o kondycji finansowej producenta, oskarżenia o manipulowanie kampaniami influencerskimi oraz bezpodstawne alarmy dotyczące bezpieczeństwa pojazdów.
Fot. Jacek Jurecki
Sprawa BYD stała się głośna poza Chinami
Kontrowersje szybko przedostały się poza chińskie media społecznościowe i dotarły do zachodnich komentatorów motoryzacyjnych. Brytyjski YouTuber James Martin, znany jako JayEmm on Cars, opublikował film pod wymownym tytułem „Quick! Watch this before their lawyers!" czyli „Szybko, obejrzyj to, zanim dotrą do tego ich prawnicy!". Sam tytuł dobrze oddaje nastroje panujące wówczas wśród recenzentów samochodów.
Materiał wpisał się w szerszą debatę na temat tego, jak chińskie koncerny motoryzacyjne są gotowe bronić swojego wizerunku w sieci i gdzie kończy się uzasadniona ochrona marki, a zaczyna coś, co może skutecznie zniechęcać do rzetelnego dziennikarstwa.
Co wyrok oznacza dla twórców treści motoryzacyjnych?
Kwota bliska 300 000 dolarów w połączeniu z wymuszonym publicznym aktem skruchy to zdecydowanie coś więcej niż symboliczna nauczka. To wyraźny sygnał dla całej branży kontentowej, zarówno w Chinach, jak i na innych rynkach w tym oczywiście polskim, na których BYD aktywnie się ulokował, że firma traktuje ochronę swojej reputacji ze śmiertelną powagą.
Dla europejskich i polskich recenzentów samochodów elektrycznych sprawa ta rodzi poważne pytania o standardy publikowania treści krytycznych wobec producentów. Niesprawdzone twierdzenia techniczne, powielane beztrosko w filmach czy artykułach, mogą pociągać za sobą realne konsekwencje finansowe i prawne. Rosnąca obecność chińskich marek, w tym BYD na polskim rynku, sprawia, że podobne precedensy mogą z czasem dotyczyć coraz szerszego grona twórców piszących i mówiących w naszym języku.
Wyrok w sprawie „Long Ge Talks EVs" jest jak dotąd najgłośniejszym przykładem na to, że era bezkarnego publikowania niepotwierdzonych „rewelacji" o chińskich samochodach elektrycznych może dobiegać końca. BYD udowodniło, że ma zasoby, determinację i skuteczne narzędzia prawne, by egzekwować odpowiedzialność za słowo, niezależnie od tego, po której stronie globu mieszka twórca.
Źródło: CarNewsChina












