Europa broni się przed Chińczykami. Jest plan
Unia Europejska w końcu wyciąga wnioski z bolesnych strat i robi to z przytupem. Na początku marca br. komisarz ds. przemysłu Stephane Sejourne zaprezentował Industrial Accelerator Act (IAA), czyli plan, który ma na celu odbudowanie europejskiego przemysłu i postawienie tamy zalewowi tanich chińskich samochodów.

Europa traci setki tysięcy miejsc pracy
Od 2024 roku sektor motoryzacyjny straciły już około 200 tysięcy miejsc pracy. Prognozy na całą dekadę są jeszcze gorsze, w samej branży samochodowej może zniknąć nawet 600 tysięcy etatów. Przyczyna? Masowy import z Chin i fabryki budowane przez chińskie koncerny.
Na czym polega „europejska preferencja”?
Nowy akt wprowadza mechanizm zwany European Preference (europejska preferencja). Najprościej mówiąc: publiczne pieniądze, dotacje, zamówienia publiczne, ulgi podatkowe mają iść przede wszystkim do firm, które produkują w Europie.
Kluczowe progi „Made in Europe”:
- samochody elektryczne - minimum 70% europejskich częsci (z wyjątkiem komponentów baterii, bo tu Europa wciąż mocno odstaje)
- aluminium - minimum 25%
To wiec kierowanie pieniędzy podatników tam, gdzie tworzą się realne miejsca pracy.
Chińskie inwestycje pod ostrzejszą kontrolą
Najmocniejszy cios skierowany jest na bezpośrednie inwestycje zagraniczne (FDI) o wartości powyżej 100 mln euro w strategicznych sektorach. Przede wszystkim w fabryki baterii i samochodów elektrycznych. Jeśli inwestor pochodzi z kraju, który ma więcej niż 40% globalnego udziału w danym rynku (czytaj: Chiny), to musi spełnić bardzo konkretne warunki:
- co najmniej 50% pracowników na etatach musi być z UE
- zagraniczna własność nie może przekroczyć 49%
- najlepiej joint-venture z europejskim partnerem
- transfer technologii
- 1% globalnych przychodów firmy przeznaczane na badania i rozwój w Europie
- minimum 30% produkcji musi odbywać się na terenie UE
Czyli chcesz budować wielką fabrykę w Europie i korzystać z unijnego rynku to twórz tu wartość, zatrudniaj Europejczyków i inwestuj w nasz rozwój.
Nie tylko Chiny
Komisja zostawiła furtkę dla krajów, z którymi ma umowy o wolnym handlu. To otwiera drzwi np. dla Korei Południowej, Japonii, Wielkiej Brytanii, ale wyraźnie zamyka przed Chinami i Stanami Zjednoczonymi.
Kraje nordyckie i bałtyckie obawiały się, że zbyt twarde reguły odstraszą inwestorów i technologie. Niemcy chciały szerszego otwarcia na „sojuszników”. Francja postawiła na twardy kurs. Ostatecznie wyszło coś pośrodku, ochrona plus pragmatyzm.
Walka o aprobatę w Parlamencie i Radzie
Propozycja musi teraz przejść przez Parlament Europejski i Radę UE. Tam na pewno będzie gorąco, jedni powiedzą, że to za mało, drudzy że za dużo, trzeci że za późno. Ale kierunek jest jasny: Europa chce przestać być biernym odbiorcą globalnej konkurencji.
Jeśli plan przejdzie w zbliżonej formie, to za 2 - 3 lata możemy zobaczyć realny zwrot: więcej fabryk budowanych z europejskim kapitałem i europejskimi rękami, mniej uzależnienia od jednego dominującego gracza i, miejmy nadzieję, powolny powrót
miejsc pracy do sektora przemysłowego.
Bo jak powiedział jeden z unijnych urzędników: „Europa nie jest supermarketem. Europa ma być fabryką”.












