Fotoradary powstają jak grzyby po deszczu. Wiemy, gdzie łapie kierowców rekordzista
Jacek JureckiAutor
Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym poinformowało, że w lutym uruchomiło trzy nowe fotoradary. Tym razem w Chodzieży w województwie wielkopolskim na drodze krajowej numer 11. (dozwolona prędkość w miejscu pomiaru wynosi 50 km/h.), oraz w województwie dolnośląskim na drodze krajowej numer 94. w miejscowościach Gniewomirowice (dozwolona prędkość: 40 km/h) i Mazurowicach (dozwolona prędkość 50 km/h).

W tym artykule:
- Masowa rozbudowa systemu kontroli prędkości
- Ile dokładnie urządzeń powstaje / zostaje uruchomionych?
- Ile płaciwmy za bezpieczeństwo?
- Jakie modele i firmy dostarczają sprzęt?
- Gdzie dokładnie instalowane są nowe fotoradary?
- Te urządzenia notują rekordową liczbę „zdjęć”
- Czy to dobrze, czy źle?
- Kto boi się fotoradarów?
Masowa rozbudowa systemu kontroli prędkości
Fotoradar w m. Gniewomirowice. Fot. CANARD
Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) w ostatnich kilkunastu miesiącach bardzo intensywnie rozbudowuje sieć automatycznych urządzeń rejestrujących wykroczenia. W 2025 roku system już znacząco się powiększył, a w 2026 roku kierowcy zobaczą kolejne dziesiątki „żółtych kamer” i odcinkowych pomiarów prędkości (OPP). Poniżej najważniejsze liczby, modele, koszty i miejsca, które warto znać.
Fotoradar w m. Mazurowicach. Fot. CANARD
Ile dokładnie urządzeń powstaje / zostaje uruchomionych?
Największy aktualny projekt (podpisany w 2025 r., realizowany głównie w latach 2025–2026):
- 70 nowych fotoradarów punktowych (klasyczne „puszki” mierzące prędkość w jednym miejscu)
- 43 nowe odcinkowe pomiary prędkości (OPP – mierzą średnią prędkość na kilkuset metrach lub kilku kilometrach)
- dodatkowo 10 systemów RedLight (kontrola przejazdu na czerwonym świetle na skrzyżowaniach dróg krajowych)
- kilka–kilkanaście systemów kontroli przejazdu przez przejazdy kolejowe
Łącznie w ramach tego jednego dużego kontraktu to ok. 128 nowych urządzeń. Po zakończeniu projektu (planowany termin: czerwiec - lipiec tego roku) CANARD będzie dysponował:
- około 550 - 600 fotoradarami punktowymi
- około 150 -160 systemami OPP (ponad 670 - 800 km dróg pod ciągłym pomiarem średniej prędkości)
Odcinkowy pomiar prędkości na S8 na obwodnicy Nadarzyna.. Fot. CANARD
Ile płaciwmy za bezpieczeństwo?
- Jeden nowy fotoradar punktowy to ok. 230–240 tys. zł (dostawa plus montaż plus integracja z systemem CANARD)
- Cały pakiet 70 fotoradarów to 16,79 mln zł
- Pakiet 43 odcinkowych pomiarów prędkości to ok. 84,9 mln zł
- Razem sam ten duży projekt to ponad 100 mln zł
Jakie modele i firmy dostarczają sprzęt?
Najnowsza duża partia (70 szt.) to urządzenia:
TraffiStar SR390 Producent: Jenoptik / TraffiTech (dostarczane przez polską firmę Lifor Sp. z o.o. jako wykonawcę instalacji i integracji).
Wcześniejsze partie i wiele OPP to najczęściej:
- MultaRadar (Multanova / Sensys Gatso), bardzo popularny model w ostatnich latach
- starsze Gatso, Truvelo, Robot, Piekarski itd.
Odcinkowe pomiary najczęściej bazują na technologii Sensys Gatso lub podobnych systemach szwedzko-holenderskich.
Gdzie dokładnie instalowane są nowe fotoradary?
CANARD wybiera lokalizacje przede wszystkim na podstawie statystyk wypadków z ostatnich lat (miejsca, w których ginie lub zostaje rannych najwięcej osób z powodu nadmiernej prędkości).
Najwięcej nowych urządzeń w 2025 - 2026 pojawia się w województwach:
- wielkopolskie (najwięcej, ok. 11 nowych fotoradarów w jednym kontrakcie)
- dolnośląskie
- mazowieckie
- małopolskie
- śląskie
Duża część nowych OPP trafia na autostrady (A1, A2, A4, A8) i drogi ekspresowe (S3, S5, S7, S8, S17, S19 itd.), zwłaszcza tam, gdzie trwały lub trwają remonty i ograniczenia prędkości.
Te urządzenia notują rekordową liczbę „zdjęć”
W 2025 roku padły nowe rekordy – system CANARD zarejestrował ponad 1,3 mln wykroczeń (wszystkie typy urządzeń razem).
Najbardziej „pracowite” miejsca w 2025 roku (dane GITD/CANARD):
- Krzyszkowice (Małopolska) – nowy fotoradar uruchomiony w lipcu 2025 to rekordzista, najczęściej łapie kierowców w Polsce
- wiele OPP na remontowanych odcinkach autostrad i „ekspresówek” (zwłaszcza 70 km/h lub 100 km/h przy ograniczeniach remontowych) - tam często pada po kilkanaście - kilkadziesiąt tysięcy zdjęć miesięcznie
- czarne punkty: DK1, DK7, DK8, DK92, DK94
W 2025 roku same klasyczne fotoradary (477 szt.) zarejestrowały 734,8 tys. przekroczeń prędkości.
Czy to dobrze, czy źle?
Z jednej strony kierowcy narzekają na „maszynki do zarabiania”, z drugiej, statystyki policyjne i GITD pokazują, że na odcinkach z OPP spada liczba ofiar śmiertelnych i ciężkich wypadków. Pytanie, czy za kilkanaście miesięcy, gdy system osiągnie skalę 150 OPP i blisko 600 fotoradarów, Polacy faktycznie zaczną jeździć wolniej… czy po prostu nauczą się omijać te miejsca.
Kto boi się fotoradarów?
Najgłośniej narzekają na fotoradary i OPP ci, którzy jeżdżą „zaledwie” o 20 km/h za szybko. Bo „przecież wszyscy tak jeżdżą”, „to nie jest żadne przekroczenie”, „system jest po to, żeby doić uczciwych ludzi”. Oni narzekają, ale i boją się najbardziej. Nie fotoradaru jako takiego, oni boją się rachunku sumienia, który przysłany listem poleconym kosztuje od 800 do kilku tysięcy złotych i psuje statystyki punktowe na 24 miesiące.
Boją się też ci, którzy mają w nawigacji „fotoradar za 400 m” i mimo to wciskają gaz do oporu. Boją się, ale nie potrafią przestać, to już rodzaj sportu narodowego: „zdążę zwolnić… nie zdążyłem… cholera, znowu listonosz”.
Jest jeszcze trzecia grupa, ci, którzy naprawdę się nie boją. To kierowcy, którzy od lat jeżdżą przepisowo. Oni patrzą na te wszystkie nowe słupki, kamery, odcinkówki i… wzruszają ramionami. Dla nich to po prostu kolejny element krajobrazu, jak znaki „ustąp pierwszeństwa” albo dziury w asfalcie.
Więc kto tak naprawdę boi się fotoradarów? Ten, kto nadal uważa, że ograniczenie 50 km/h w terenie zabudowanym to sugestia, a nie przepis. Ten, kto myśli, że „dwa-trzy dychy” nikomu nie robi krzywdy. Ten, kto co roku obiecuje sobie „od następnego miesiąca będę jeździł przepisowo”, a potem i tak dostaje zdjęcie i klnie na „tych z CANARD-u”.
Bo fotoradary nie mnożą się same. Mnożą się dlatego, że my, zbiorowo, dajemy im pożywkę. A potem narzekamy, że jest ich za dużo.
Może więc problem nie leży w liczbie puszek przy drodze, tylko w liczbie kierowców, którzy wciąż wierzą, że da się przechytrzyć fizykę, zdrowy rozsądek i listonosza jednocześnie.












