Pies w samochodzie. Pamietaj! Fizyka jest bezlitosna
Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Psa, więc zamiast pisać o kolejnym crossoverze, który wygląda jak wszystkie inne crossovery, postanowiłem zająć się czymś ważniejszym: tym, jak większość Polaków traktuje swojego psa w samochodzie. A traktuje go, delikatnie mówiąc, jak worek ziemniaków, który akurat ma bicie serca. Golden retriever na tylnej kanapie, wystawiający łeb przez uchyloną szybę z miną godną reklamy ubezpieczenia na życie. York na kolanach kierowcy podczas wyprzedzania na trzeciego. Owczarek luzem w bagażniku kombi, gotowy do startu jak pocisk balistyczny przy pierwszym ostrzejszym hamowaniu. Widziałem to wszystko i, szczerze mówiąc, każdy z tych obrazków przyprawia mnie o dreszcze bardziej niż niejeden test zderzeniowy.

Dlaczego luzem to zły pomysł
Fizyka jest bezlitosna i nie robi wyjątków dla psich oczu. Piętnastokilogramowy pies przy zderzeniu z prędkością pięćdziesięciu kilometrów na godzinę potrafi uderzyć z siłą liczoną w setkach kilogramów. To nie jest przesada rodem z ulotki producenta szelek, tylko elementarna mechanika, o której większość kierowców po prostu nie myśli, dopóki nie jest za późno. Nieprzypięty pies to nie tylko zagrożenie dla niego samego. To pocisk, który może zranić kierowcę, pasażerów, a przy okazji rozproszyć uwagę w najgorszym możliwym momencie, czyli akurat wtedy, gdy ktoś wtargnie na pasy.
Badania są tu bezlitośnie jednoznaczne: zdecydowana większość kierowców podróżuje z psem w aucie, ale tylko niewielki odsetek stosuje jakiekolwiek zabezpieczenie. W Polsce nikt tego akurat nie liczy z taką dokładnością, ale wystarczy postać chwilę na parkingu pod marketem budowlanym w sobotę, żeby zobaczyć, że sytuacja wygląda podobnie, jeśli nie gorzej.
Fot. Jacek Jurecki
Szelki, uprząż i cała reszta arsenału
Najlepszym rozwiązaniem dla większości psów średniej i dużej wielkości są szelki samochodowe, czyli uprząż w stylu kamizelki, którą zapina się do pasa bezpieczeństwa na tylnej kanapie. Pas przeciąga się przez specjalną pętlę z tyłu uprzęży, dzięki czemu pies zyskuje swobodę ruchu w rozsądnych granicach, ale nie zamienia się w latający obiekt przy nagłym hamowaniu. Warto tu jedna uwaga bez owijania w bawełnę: obroża to nie jest zabezpieczenie transportowe. Obroża jest do spacerów, a przy gwałtownym szarpnięciu może po prostu skrzywdzić psa zamiast go chronić.
Tańszą i szybszą alternatywą jest tak zwana smycz transportowa, czyli krótki pas spinający uprząż psa z mocowaniem fotelika dziecięcego (ISOFIX) lub bezpośrednio z pasem bezpieczeństwa. To rozwiązanie sprawdza się świetnie na krótsze trasy i dla psów, które nie znoszą klasycznych szelek.
Dla mniejszych psów, a także dla tych, które w stresie potrafią zdemolować wnętrze samochodu, dobrym wyborem bywa transporter. Mniejsze modele można ustawić na tylnej kanapie i zabezpieczyć pasem albo umieścić na podłodze za fotelem pasażera. Większe psy najlepiej czują się w solidnej klatce transportowej przypiętej w bagażniku, najlepiej w kombi lub SUV-ie, gdzie jest po prostu więcej miejsca do rozstawienia się. Klatka musi być przypięta na tyle mocno, żeby nie przesuwała się przy hamowaniu, bo w przeciwnym razie zamienia się w kolejny niebezpieczny pocisk.
Warto też pomyśleć o przegrodzie bagażnika, czyli siatce lub kracie oddzielającej część bagażową od kabiny pasażerskiej. To rozwiązanie szczególnie popularne wśród właścicieli dużych psów jeżdżących SUV-ami, bo skutecznie trzyma zwierzaka z dala od foteli, nawet jeśli samo w sobie nie zastępuje pełnego zabezpieczenia.
Co na to polskie przepisy
W Polsce przewożenie zwierzęcia w sposób ograniczający kierowcy pole widzenia albo utrudniający swobodne operowanie kierownicą i pedałami jest wykroczeniem. Krótko mówiąc: pies na kolanach kierowcy to nie jest urocze zdjęcie na Instagramie, tylko potencjalny mandat i punkty karne. Poza tym w razie kolizji ubezpieczyciel może mieć zupełnie inne zdanie na temat odszkodowania, jeśli okaże się, że przyczyną wypadku był nieprzypięty pies hasający po desce rozdzielczej.
Fot. Jacek Jurecki
Klimatyzacja, upał i zdrowy rozsądek
To już nie jest kwestia stylu jazdy, tylko zwykłej odpowiedzialności: temperatura we wnętrzu zaparkowanego samochodu potrafi w ciągu kilkunastu minut wzrosnąć do poziomu śmiertelnie niebezpiecznego dla psa, nawet przy pozornie łagodnej pogodzie i uchylonej szybie. Zostawienie psa w aucie na "chwilkę" latem to jeden z tych błędów, które kończą się, niestety zbyt często, tragedią.












