Wielki producent samochodów walczy o przeżycie. Volkswageny z Chin trafia do Europy?
Gdyby ktoś jeszcze parę lat temu powiedział, że Volkswagen będzie rozważał sprzedaż w Europie aut zaprojektowanych i wyprodukowanych w Chinach, zostałby wyśmiany. Dziś jest to jednak poważna opcja strategiczna, którą prezes Oliver Blume omawia publicznie z inwestorami. Znak czasu i symptom głębokiego kryzysu, z którym zmaga się największy europejski producent samochodów.

Wyniki pierwszego kwartału: gorsze niż oczekiwano
Wolfsburski gigant opublikował na koniec kwietnia wyniki za pierwsze trzy miesiące 2026 roku i nie ma w nich zbyt wiele powodów do świętowania. Zysk operacyjny wyniósł 2,5 miliarda euro, o 14 procent mniej niż rok wcześniej. Przychody skurczyły się o blisko 2,5 procent do 75,7 miliarda euro. Analitycy liczyli na znacznie więcej.
Szczególnie bolesne były wyniki w kluczowych regionach: w Chinach sprzedaż spadła o około 17 procent, a w Ameryce Północnej o około 13 procent. Łącznie Volkswagen dostarczył klientom zaledwie 2,05 miliona pojazdów, co oznacza czteroprocentowy spadek rok do roku.
Jedynym jasnym punktem pozostaje Europa, gdzie zamówienia wzrosły o trzy procent, a łączna księga zamówień jest o 15 procent wyższa niż na koniec 2025 roku.
Ameryka nakłada cła, Chiny atakują
Dwa frontalne uderzenia osłabiają Volkswagena jednocześnie. Z jednej strony cła wprowadzone przez administrację Trumpa kosztują grupę dodatkowe 4 miliardy euro rocznie, kwota, która sama w sobie mogłaby zrujnować niejedną firmę. Z drugiej strony chińscy producenci, z BYD na czele z powodzeniem podbijają rynek.
Dyrektor finansowy Arno Antlitz nie owijał w bawełnę: ogłoszone dotychczas cięcia kosztów są niewystarczające. „Musimy fundamentalnie zmienić nasz model biznesowy" - stwierdził bez ogródek, dodając, że jeśli Volkswagen temu nie podoła, narazi na szwank swoją przyszłość. Słowa twarde, ale w obecnej sytuacji nieuniknione.
50 000 miejsc pracy do likwidacji
Volkswagen zapowiedział już, że do 2030 roku zredukuję około 50 tysięcy miejsc pracy w Niemczech oraz zmniejszenie mocy produkcyjnych o nawet 3 miliony pojazdów rocznie. Mimo to zarząd sygnalizuje, że to wciąż niewystarczające. Celem jest obniżenie kosztów o 20 procent do końca 2028 roku.
Chińskie auta na niemieckich taśmach produkcyjnych?
Najciekawszym elementem konferencji, która miała miejsce 28 kwietnia było jednak to, co Blume powiedział o Chinach. Prezes poinformował, że Volkswagen analizuje możliwość sprowadzania do Europy modeli opracowanych specjalnie na rynek chiński, szczególnie w segmentach, w których grupa VW nie ma oferty. Jednocześnie rozważa się udostępnienie zakładów w Europie, w których są wolne moce produkcyjne chińskim partnerom koncernu: SAIC, FAW oraz JAC. Żaden z tych partnerów nie posiada zakładów na Starym Kontynencie.
Fot. Volkswagen
Blume wyraźnie ostudzał jednak oczekiwania: priorytetem jest najpierw kierowanie chińskich modeli na inne rynki, do Ameryki Południowej, Azji, na Bliski Wschód, do Afryki i Indii. Europa jest na razie opcją odległą, choć przestała być tabu.
Volkswagen ID. UNYX 08
Prognoza: ostrożny optymizm
Na cały 2026 rok Volkswagen prognozuje wzrost przychodów między zerowym a trzema procentami oraz marżę operacyjną w przedziale 4 - 5,5 procent.
Tak czy siak koncern z Wolfsburga stoi przed prawdopodobnie najtrudniejszym egzaminem w swojej powojennej historii. Niemcy obserwują to z niepokojem – bo kłopoty Volkswagena to kłopoty całej niemieckiej gospodarki.
Czytaj również: Cła Trumpa na samochody z UE: 25%. Co to oznacza dla polskich dostawców podzespołów?












