Wulgarny napis na BMW i surowe konsekwencje
ClacsonAutor
Oto kolejny odcinek z cyklu „jak nie igrać z policją, gdy jeździsz BMW i masz wycieki w silniku”.

Naklejka na szybie
To miał być spokojny patrol w okolicach Choszczna. Mundurowi z Wydziału Ruchu Drogowego KPP jechali sobie radiowozem, być może myśląc już o końcu pracy i nagle majaczy im przed oczami czarne BMW serii 3 z wielką naklejką na tylnej szybie: „Pie…ić Grupę Speed”.
Tak, dokładnie tak. Nie „Baby on board” czy "Motocykle są wszędzie". Tylko wulgarne przesłanie skierowane wprost do elitarnej policyjnej ekipy od łapania piratów drogowych. Grupa Speed to ci od nieoznakowanych radiowozów i najszybszych mandatów w kraju. No to elegancko, brawo.
Kierowca pewnie liczył, że będzie śmiesznie. Że minie go patrol, ktoś zrobi zdjęcie, wrzuci na grupę „Jeżdżę BMW i nie boję się nikogo”, lajki, heheszki, 500 wyświetleń. Tymczasem rzeczywistość okazała się brutalna.
Funkcjonariusze zatrzymują delikwenta. Twarz mu blednie szybciej niż wskaźnik poziomu oleju w jego aucie. Art. 141 Kodeksu wykroczeń wchodzi na scenę jak stary, dobry wyjadacz: „Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis… podlega karze grzywny do 1500 złotych albo karze ograniczenia wolności”. Mandat w pełnej stawce, bo policja nie miała nastroju na taryfę ulgową. Do tego natychmiastowe zdrapanie arcydzieła z szyby. Najlepiej własnymi paznokciami, na poboczu, w temperaturze lodówki.
Ale to nie koniec programu rozrywkowego.
Podczas gdy kierowca jeszcze szoruje szybę policjant zauważa, że spod auta kapie coś, co zdecydowanie nie jest wodą z klimatyzacji. Wyciek płynu eksploatacyjnego, olej, płyn chłodniczy, raczej nie łzy kierowcy. Stan techniczny pojazdu narusza wymagania ochrony środowiska. Art. 97 Kodeksu wykroczeń melduje się na posterunku. Dowód rejestracyjny (wirtualnie) ląduje w kieszeni policjanta. Koniec jazdy. Witaj, laweto. Witaj, dodatkowy koszt.












