Policja kontroluje nawet swoich, czyli historia pewnego zdjęcia
ClacsonAutor
Oto oficjalna strona policji, miejsce, gdzie spodziewamy się powagi, autorytetu i zdjęć, które mówią: „wszystko jest pod kontrolą”. I nagle… bum. Fotografia. Policjantka trzyma alkomat. Celuje nim niczym snajper, w policjanta siedzącego za kierownicą radiowozu. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden drobiazg: to zdjęcie zaczyna żyć własnym życiem.

Alkomat kontra radiowóz
Mamy tu niemal kinowy kadr. Jest napięcie. Jest sprzęt. Jest funkcjonariusz za kierownicą. I jest funkcjonariuszka, która, przynajmniej na pierwszy rzut oka, sprawdza, czy kolega nie przesadził z „paliwem” w mniej konwencjonalnym sensie.
Przemyśl, komendant i prędkość
A teraz dorzućmy do tego kontekst. Niedawno pojawiła się historia komendanta policji z Przemyśla, który najwyraźniej uznał, że ograniczenia prędkości to raczej sugestie niż przepisy. Zostaje zatrzymany. Ukarany. Prawo jazdy czasowo znika w biurku starosty.
Internet to zapamiętał
Więc kiedy kilka dni później pojawia się zdjęcie policjantki kontrolującej policjanta… cóż, nie trzeba być detektywem, żeby połączyć kropki. Nawet jeśli te kropki ktoś rozrzucił zupełnie przypadkiem.
Gdy przypadek spotyka wyobraźnię
I tu zaczyna się prawdziwy spektakl. Bo odbiorca nie widzi tego, co autor chciał pokazać. Odbiorca widzi to, co chce zobaczyć. Jedni powiedzą: „Transparentność! Kontrolują nawet swoich!”. Inni: „No proszę, jednak coś jest na rzeczy…”.
A jeszcze inni po prostu zrobią mema lub, tak jak ja, napiszą o tym felieton.
Bo w dzisiejszych czasach każde zdjęcie to trochę jak zagadka kryminalna, tylko że rozwiązanie wymyśla każdy sam.
Instrukcja obsługi zdjęcia w XXI wieku
Problem polega na tym, że publikowanie czegokolwiek w przestrzeni publicznej przypomina dziś prowadzenie starego Malucha po oblodzonej drodze. W teorii wszystko działa. W praktyce wystarczy jeden nieostrożny ruch i zaczyna się poślizg.
Nie ma już czegoś takiego jak „neutralne zdjęcie”. Każdy kadr niesie ze sobą kontekst, emocje i potencjał do nadinterpretacji.
Czy policja kontroluje policję?
Czy to zdjęcie miało pokazać kontrolę wewnętrzną? Być może. Czy miało edukować? Możliwe. Czy ktoś pomyślał, jak zostanie odebrane w zestawieniu z niedawnymi wydarzeniami? Tu zapada niezręczna cisza.
Bo w rzeczywistości najczęściej wygląda to tak: ktoś zrobił zdjęcie, ktoś je wrzucił i ktoś inny uznał, że „wygląda profesjonalnie” jako dodatek do informacji o jakimś złapany kierowcy będącym „pod wpływem”. A potem na zdjęcie natrafiłem ja i zrobiłem z tego historię, której autor nigdy nie planował.
Lepiej trzy razy pomyśleć, zanim wrzuci się jedno zdjęcie
Bo widzicie, czasami alkomat to nie jest po prostu alkomat. Czasami to symbol. Czasami to pretekst. A czasami, zupełnie niechcący, to początek opowieści, która rozpędza się szybciej niż wspomniany komendant z Przemyśla.












