NX8, czyli jak skorzystać z istniejących już literek
ClacsonAutor
Są na świecie rzeczy pewne: podatki, śmierć i to, że ktoś w dziale marketingu wpadnie na „genialny” pomysł, który w rzeczywistości jest odgrzewanym kotletem. Tym razem padło na koncern Dongfeng, który wspólnie z Nissanem postanowił zaprezentować światu model NX8. I w tym momencie gdzieś w Japonii ktoś z Lexus zakrztusił się zieloną herbatą.

Bo widzicie, „NX” to nie jest przypadkowy zlepek liter
To coś, co od lat funkcjonuje w świadomości kierowców jako konkretny model - Lexus NX. A teraz nagle pojawia się Dongfeng/Nissan i mówi: „Hej, my też mamy NX. Tylko że większy. I z ósemką”. To trochę tak, jakby ktoś otworzył siec sklepów o nazwie „McDowell’s” i udawał, że absolutnie nie inspirował się pewną złotą literą M.
Oczywiście, formalnie wszystko się zgadza
Litery nie są zastrzeżone w nieskończoność, kombinacji jest niewiele, a dział prawny zapewne wykonał swoją robotę. Ale w świecie motoryzacji nie chodzi tylko o prawo. Chodzi o skojarzenia. A te są bezlitosne.
Nowy NX8 to kawał nowoczesnego sprzętu
Elektryczny lub pół-elektryczny, z zasięgiem, który sprawia, że można zapomnieć o ładowarce na dłużej niż przeciętny użytkownik smartfona o kablu. Do tego masa technologii, ekranów, systemów i bajerów, które sprawiają, że kierowca zaczyna się zastanawiać, czy jeszcze prowadzi samochód, czy już zarządza centrum dowodzenia NASA.
Ale nawet najbardziej zaawansowany SUV nie ucieknie od jednego pytania: dlaczego nazywa się tak, jakby ktoś zapomniał, że taka nazwa już istnieje?
Nissan NX8
Tworzenie nazw modeli to skomplikowana sprawa
Tworzenie nazw modeli samochodów to dziś coś znacznie bardziej skomplikowanego niż kiedyś. Bo kiedyś wystarczyło nazwać auto „Golf” albo „Civic” i liczyć na to, że się przyjmie. Dziś każda nazwa musi przejść przez sito prawników, lingwistów i specjalistów od marketingu.
Musi dobrze brzmieć w różnych językach. Nie może oznaczać nic obraźliwego w żadnym zakątku świata. Musi być wolna jako znak towarowy. Musi pasować do strategii marki. I jeszcze najlepiej, żeby dało się ją łatwo zapamiętać.
W efekcie dostajemy zalew liter, cyfr i dziwnych kombinacji, które brzmią jak hasła do Wi-Fi: Q8, XC90, EQE, NX, RX, UX… i tak dalej. A kiedy zaczyna brakować sensownych kombinacji, producenci zaczynają kręcić się w kółko i „przypadkiem” trafiają na coś, co już ktoś kiedyś wymyślił.
Czy Nissan naprawdę „ukradł” nazwę Lexusowi?
Oczywiście, że nie w sensie prawnym. Ale w sensie stylistycznym, wizerunkowym i - nazwijmy to - motoryzacyjnej przyzwoitości? Cóż, powiedzmy, że inspiracja była… wyjątkowo bezpośrednia.
A najciekawsze jest to, że dla przeciętnego klienta może to nie mieć żadnego znaczenia. Bo ostatecznie liczy się to, czy samochód jest wygodny, szybki i czy potrafi zaparkować sam, podczas gdy kierowca sprawdza wiadomości.
Tylko że gdzieś po drodze ginie coś, co kiedyś było w motoryzacji równie ważne jak silnik i koła - charakter. Nawet w nazwie.
Od redakcji
Dongfeng Nissan to wspólne przedsięwzięcie (tzw. joint venture) chińskiego producenta Dongfeng Motor Corporation i japońskiego Nissana, które powstało w 2003 roku. Firma zajmuje się produkcją samochodów przeznaczonych głównie na rynek chiński, łącząc japońską technologię z lokalną produkcją i dostosowaniem modeli do potrzeb klientów w Chinach.
Nowy model Nissan NX8, to nowoczesny średniej wielkości SUV opracowany specjalnie z myślą o rynku chińskim. Samochód wyróżnia się tym, że będzie dostępny zarówno jako pojazd w pełni elektryczny, jak i w wersji z tzw. range extenderem, czyli dodatkowym silnikiem zwiększającym zasięg. Producent stawia na nowoczesne technologie, takie jak szybkie ładowanie w architekturze 800 V oraz zaawansowane systemy wspomagania jazdy, w tym czujniki LiDAR. NX8 ma oferować duży zasięg i atrakcyjną cenę, co ma uczynić go konkurencyjnym w szybko rozwijającym się segmencie elektrycznych SUV-ów w Chinach.












