A4 Kraków - Katowice. I wszystko zostanie po staremu...
ClacsonAutor
Trudno chyba o częściej i mocniej krytykowaną drogę niż płatny odcinek autostrady A4, łączący Kraków i Katowice.

Niekończące się remonty
Ciągle słychać narzekania na już horrendalnie wysokie i stale rosnące opłaty za przejazd ową trasą, na archaiczny sposób ich poboru, na niekończące się remonty, zwężenia, ograniczenia i korki. Kierowcy z utęsknieniem czekają na moment, kiedy to wspomniany kawałek "a-czwórki" przejdzie w gestię państwa i, wedle zapowiedzi, stanie się dla samochodów osobowych kawałkiem bezpłatnym.
Fot. Jacek Jurecki
Prezes "bije na alarm"
Tymczasem płytkość i miałkość takiego myślenia obnaża Andrzej Kaczmarek, prezes spółki Stalexport Autostrada Małopolska, zarządzającej płatnym odcinkiem autostrady. Ba, jak czytam w tekście pod złowrogim tytułem: "Groźba paraliżu komunikacyjnego na A4 pomiędzy Katowicami a Krakowem", opublikowanym w serwisie katowicedzis.pl - nie tylko obnaża, ale wręcz "bije na alarm"...
Kierowców czeka armagedon
Otóż po wejściu w życie tak oczekiwanych przez naiwnych zmian, nastąpi prawdziwy armagedon. Obecnie przez płatny fragment autostrady A4 przejeżdża każdego dnia średnio "około 50 tysięcy pojazdów, w tym prawie 10 tysięcy ciężarówek". To bardzo dużo, jednak "po 2027 roku, kiedy wygaśnie koncesja obecnego zarządcy (...), a odcinek A4 przejdzie pod zarząd Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (...) sytuacja może się dramatycznie pogorszyć". Zniesienie opłat spowoduje, że ruch, jak ostrzega prezes Kaczmarek, powołując się na doświadczenia zagraniczne, może wzrosnąć nawet o 70 proc. Dlaczego? Prezes tego nie wyjaśnia, ale można się wczuć w tok jego rozumowania.
Będziemy zaciskać zęby, płacić coraz więcej i psioczyć na wieczne utrudnienia przejazdu. Fot. jacek Jurecki
Wszyscy będą jeździć A4
Wyobraźmy sobie zmotoryzowanego mieszkańca Śląska, który wpada na pomysł, by zabrać rodzinę na wycieczkę i nakarmić gołębie na krakowskim Rynku. Albo krakusa, pragnącego zobaczyć, co słychać w Katowicach. Dzisiaj organizatorów takich pochopnych eskapad jakoś mityguje wizja konieczności zapłacenia kilkudziesięciu złotych na autostradowych bramkach. Po ich likwidacji jakiekolwiek opory znikną, co doprowadzi, jako się się rzekło, do komunikacyjnego paraliżu. Mało tego, na darmową A4 masowo przeniosą się także ci, którzy jeżdżą, bo naprawdę muszą, ale obecnie z oszczędności korzystają z tras alternatywnych.
Opłaty powinny nadal obowiązywać
Zaraz...zaraz... Mówicie, że takie drogi w zasadzie nie powstały, czego powodów miłośnicy teorii spiskowych dopatrują się w zapisach objętej tajemnicą handlową umowy koncesyjnej? Mniejsza o to. Najważniejsze, by zrozumieć, że opłaty na A4 zostały wprowadzone dla dobra jej użytkowników i powinny nadal obowiązywać.
Fot. Jacek Jurecki
Co i tak prawdopodobnie nie zwolni z konieczności dobudowania trzeciego pasa ruchu. Tutaj prezes Kaczmarek pochyla się z troską nad ograniczonymi możliwościami finansowymi państwa ("Polska nie jest w stanie zrealizować wszystkich potrzebnych inwestycji drogowych wyłącznie ze środków publicznych"), podpowiadając "zaangażowanie prywatnego kapitału".
Wszystko zostanie po staremu
Odczytuję to jako delikatną sugestię przedłużenia obecnej koncesji. Wtedy Stalexport zajmie się chętnie rozbudową autostrady. I wszystko zostanie po staremu. Będziemy zaciskać zęby, płacić coraz więcej i psioczyć na wieczne utrudnienia przejazdu. Zgodnie z wieloletnią tradycją. A wszak tradycja, to dla każdego narodu rzecz święta...