Wyrok na Łukasza Żaka. Kiedy prawo w końcu dogoniło rzeczywistość
ClacsonAutor
Są takie wyroki, po których człowiek siedzący przy klawiaturze i piszący o samochodach przez chwilę zastanawia się, czy w ogóle powinien pisać o czymkolwiek innym. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał w czwartek 28-letniego Łukasza Żaka na 20 lat pozbawienia wolności za spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 roku. Uzasadniając wyrok, sędzia Maciej Mitera powiedział wprost, że wydane orzeczenie ma chronić społeczeństwo. Trudno o bardziej wymowne zdanie w sprawie, w której człowiek prowadzący Volkswagena Arteona z prędkością około 226 km/h, na odcinku z ograniczeniem do 80 km/h, będąc w stanie nietrzeźwości i nagrywając telefonem własną jazdę, doprowadził do śmierci 37-letniego pasażera Forda jadącego z rodziną. Żona i dzieci ofiary trafili do szpitala. To nie jest tekst o technice jazdy, osiągach silnika ani o tym, jak dobrze samochód zachowuje się przy bardzo wysokiej prędkości. To tekst o tym, co dzieje się wtedy, gdy ktoś traktuje drogę publiczną jak prywatny tor wyścigowy, a życie innych ludzi jak przeszkodę do ominięcia.

Kim jest Łukasz Żak? Historia, która nie zaczęła się na Trasie Łazienkowskiej
Warto zatrzymać się nad tym, kim jest człowiek skazany na tak surowy wyrok. Łukasz Żak nie był przypadkowym kierowcą, który raz w życiu popełnił tragiczny błąd. Jak przypomniała podczas mów końcowych prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka, był wcześniej wielokrotnie karany za przestępstwa narkotykowe, prowadzenie pojazdów pod wpływem alkoholu oraz wielokrotne łamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.
Zaledwie kilka miesięcy przed wypadkiem opuścił zakład karny, gdzie odbywał karę właśnie za jazdę mimo obowiązującego zakazu. Mimo to ponownie wsiadł za kierownicę po wypiciu, jak wyliczała prokurator, około połowy butelki wódki. Po wypadku nie udzielił pomocy, próbował uciec z kraju, a inne osoby pomagały mu zacierać ślady. Sąd skazał również współoskarżonych, którzy usłyszeli wyroki od 2 do 5 lat pozbawienia wolności za pomoc w unikaniu odpowiedzialności karnej.
Dlaczego Łukasz Żak usłyszał 20 lat więzienia? Zmiana prawa miała kluczowe znaczenie
Komentując wyrok dla dziennikarzy, prokurator oceniła, że jest to pierwszy w historii wyrok o tak wysokim wymiarze kary za tego rodzaju przestępstwo. Ta wypowiedź dobrze pokazuje, jak bardzo w ostatnich latach zmieniły się przepisy dotyczące odpowiedzialności sprawców najcięższych przestępstw drogowych.
Do 30 września 2023 roku spowodowanie śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości, kwalifikowane na podstawie art. 177 § 2 w związku z art. 178 Kodeksu karnego, było zagrożone karą od 9 miesięcy do 12 lat pozbawienia wolności. Przed zmianą przepisów sąd nawet w najbardziej drastycznych przypadkach nie mógł więc wymierzyć za taki czyn więcej niż 12 lat więzienia.
1 października 2023 roku weszła w życie duża nowelizacja Kodeksu Karnego. Zniesiono odrębną karę 25 lat pozbawienia wolności, a maksymalny wymiar kary zwiększono z 15 do 30 lat. Jednocześnie zaostrzono odpowiedzialność kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu oraz tych, którzy uciekają z miejsca wypadku, by uniknąć odpowiedzialności lub badania na zawartość alkoholu.
Kolejne przepisy tej reformy weszły w życie w następnych miesiącach. W grudniu 2023 roku rozszerzono możliwość orzekania dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów wobec kierowców próbujących uniknąć odpowiedzialności poprzez spożycie alkoholu już po wypadku, a od marca 2024 roku zaczęły obowiązywać w określonych przypadkach przepisy o obligatoryjnym przepadku pojazdu wobec nietrzeźwych kierowców.
Gdyby do tragedii doszło rok wcześniej…
To właśnie dlatego wyrok wobec Łukasza Żaka wygląda dziś zupełnie inaczej niż podobne orzeczenia sprzed kilku lat.
Gdyby dopuścił się dokładnie tego samego czynu przed październikiem 2023 roku, górna granica kary za spowodowanie śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości wynosiłaby 12 lat pozbawienia wolności. Oznacza to, że sąd nie miałby możliwości wymierzenia 20 lat więzienia, niezależnie od skali okoliczności obciążających.
Jak podkreślała po ogłoszeniu wyroku prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka, właśnie zaostrzenie przepisów dotyczących sprawców prowadzących pojazdy pod wpływem alkoholu, uciekających z miejsca zdarzenia lub nieudzielających pomocy umożliwiło wymierzenie kary w takim rozmiarze.
To nie tylko wyrok dla jednego człowieka
Obrończyni Łukasza Żaka, mecenas Izabela Ławińska, zapowiedziała złożenie apelacji. Argumentowała, że kara jest bardzo surowa, a jej klient sam zgłosił się na policję, co jej zdaniem powinno zostać potraktowane jako okoliczność łagodząca. Ostateczna ocena tych argumentów będzie należeć do sądu drugiej instancji.
Na dziś obowiązuje jednak wyrok skazujący na 20 lat pozbawienia wolności. Oprócz kary więzienia sąd orzekł wobec Łukasza Żaka dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów oraz obowiązek zapłaty łącznie 900 tys. zł zadośćuczynienia rodzinie zmarłego i 150 tys. zł poszkodowanej Paulinie K.
Przestroga dla innych
Żadne orzeczenie nie przywróci życia 37-letniemu mężczyźnie, który tamtego dnia wracał samochodem z rodziną. Ten wyrok ma jednak znaczenie wykraczające poza jedną sprawę. Pokazuje, że po latach przepisów, które często nie pozwalały sądom wymierzać kar odpowiadających skali tragedii, polskie prawo daje dziś możliwość znacznie surowszego reagowania wobec sprawców najbardziej rażących przestępstw drogowych. W tym sensie można powiedzieć, że prawo w końcu dogoniło rzeczywistość.












