Porsche ucieka z Zagrzebia
ClacsonAutor
Niemcy sprzedają udziały w Bugatti Rimac nowojorskim finansistom. To albo genialny ruch, albo dowód na to, że cały świat motoryzacji postradał zmysły.

Czy mają rację?
Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do sklepu z antykami, kupujecie za fortunę najpiękniejszy zegar, jaki kiedykolwiek widzieliście, a trzy lata później sprzedajecie go facetowi z Nowego Jorku, który nie odróżnia wskazówek od sprężyny. To właśnie zrobiło Porsche. I wiecie co? Prawdopodobnie mają rację.
Zakup w czasach pandemii
Otóż w roku 2021, kiedy wszyscy byliśmy w piżamach i rozmawialiśmy ze swoimi kolegami przez Teamsa, niemieccy panowie z Porsche postanowili zainwestować w chorwackiego geniusza o nazwisku Mate Rimac. Czterdzieści pięć procent Bugatti Rimac. Dwadzieścia procent Rimac Group. Brzmi jak plan faceta, który wszedł na przyjęcie i kupił połowę domu gospodarzy, bo chciał się upewnić, że zostanie zaproszony następnym razem.
Jak Korek, który zobaczył weterynarza
Problem polega na tym, że Porsche, które samo w sobie jest marką wspaniałą, choć ostatnio trochę za bardzo zakochaną w elektrycznych SUV-ach o wdzięku domowej zamrażarki znalazło się w sytuacji człowieka żonglującego piłami motorowymi. Z jednej strony ogromne koszty elektryfikacji. Z drugiej rozczarowujące wyniki Volkswagen Group. Z trzeciej akcjonariusze robiący miny jak mój pies Korek, który zobaczył weterynarza.
Fot. Bugatti
Co na to Ettore Bugatti?
Więc co robi rozsądny Niemiec w takich okolicznościach? Sprzedaje. I to komu! HOF Capital z Nowego Jorku. Słyszę już, jak Ettore Bugatti prewraca się w grobie z prędkością wału korbowego Chirona. Nowojorska firma inwestycyjna. Fundusz. Ludzie, którzy prawdopodobnie potrafią wymówić "Veyron" dopiero po trzecim podejściu
Potrzebuje pieniędzy i spokoju
A może to nie jest takie głupie? Bugatti pod skrzydłami Mate'a Rimaca działa. Tourbillon wygląda jak coś, co sam Bóg narysowałby na serwetce po trzech kieliszkach burgundzkiego. I może właśnie dlatego, że Rimac wreszcie pozbywa się Stuttgartu patrzącego mu przez ramię, będzie mógł pracować jeszcze szybciej.
Mate Rimac to chłopak, który w garażu zbudował samochód szybszy od Ferrari. Nie potrzebuje niańki. Potrzebuje pieniędzy i spokoju.
Mate Rimac
Bo tak właśnie jest z geniuszami
Zostaw ich z grubym portfelem i bez komitetu sterującego, a stworzą coś niesamowitego. Przeszkadzaj im, organizuj "strategiczne warsztaty", wymagaj "synergii z macierzystą marką" a skończysz z kolejnym elektrycznym crossoverem o nazwie kończącej się na literce "e".
Porsche dostało coś za swoje udziały. Ile, tego nam nie powiedzą, bo "strony zobowiązały się do zachowania poufności". Przetłumaczę: bardzo dużo, albo bardzo mało, i nikt nie chce, żebyście wiedzieli cokolwiek. Tak czy inaczej, Michael Leiters, prezes Porsche, powiedział ze stoickim spokojem, że firma "będzie koncentrować się na podstawowej działalności". Czyli na Cayennach. I Macanach. I elektrycznych Taycanach. Cudownie.
Fot. Jure Zivkovoc
Bugatti to ostatnia marka
Na koniec napiszę, co o tym myślę naprawdę. Bugatti to ostatnia z prawdziwych marek motoryzacyjnych. Nie robi samochodów dla mas. Nie robi samochodów dla rynku. Robi samochody dla osób, które nie pytają o cenę. I w tym sensie czy właścicielem jest Volkswagen, Porsche czy nowojorski fundusz inwestycyjny dopóki Mate Rimac siedzi przy desce kreślarskiej i krzyczy po chorwacku na swoich inżynierów, dopóty będzie dobrze.
Porsche wychodzi z Zagrzebia. Nowy Jork wchodzi. Świat się nie kończy. Chociaż, szczerze mówiąc, wolałbym, żeby Bugatti należało do kogoś, kto przynajmniej raz w życiu wyrwał się z korków na autostradzie Veyronem robiącym 400 km/h. Ale to może jestem staromodny.
PS. W 2021 roku Volkswagen Group przeniósł Bugatti do wspólnego przedsięwzięcia z Rimac, tworząc Bugatti Rimac. Rimac posiada 55% tej spółki, Porsche 45%.












