Wiadomości
Premiery
Testy
Na drodze
E-auto
O leasingu
Porady
Zdjęcia
Filmy
Clacson
Obserwuj nas:

Strona główna/Clacson/Ferrari Luce. Prąd uderza w Maranello

Ferrari Luce. Prąd uderza w Maranello

ClacsonAutor

Są rzeczy, które po prostu nie powinny istnieć. Bezkofeinowa kawa, piwo bezalkoholowe i wegetariańska kiełbasa. I elektryczne Ferrari. A jednak, drodzy państwo, właśnie się to stało. W Rzymie, w miejscu, gdzie 79 lat temu Franco Cortese wygrał wyścig i zapoczątkował jeden z największych mitów motoryzacji, Ferrari zaprezentowało model o nazwie Luce. Samochód elektryczny. Na baterie. Bez spalinowego silnika. Bez V12. Bez tego dźwięku, który sprawia, że u każdego miłośnika motoryzacji pojawia się gęsia skórka. Napiszę szczerze, kiedy to zobaczyłem, przez chwilę pomyślałem, że ktoś się ze mną droczy.

Ferrari Luce
Ferrari Luce

Koniec świata? Nie tak szybko

Ferrari LuceFerrari Luce


Oczywiście fani Ferrari zareagowali tak, jak można było się spodziewać. Internet eksplodował. Na forach motoryzacyjnych trwa żałoba narodowa. Ktoś napisał, że Enzo Ferrari przewraca się w grobie. Ktoś inny, że to zdrada, profanacja, koniec cywilizacji zachodniej. Rozumiem ich ból. Naprawdę rozumiem. Elektryczne Ferrari brzmi mniej więcej tak samo absurdalnie jak wegetariańska wersja tatara. Forma jest, smaku brak.


Ferrari LuceFerrari Luce


Ale zanim sięgniecie po czarne opaski, pozwólcie, że przedstawię wam kilka liczb. Ponad tysiąc koni mechanicznych. Przyspieszenie od zera do setki w dwie i pół sekundy. Prędkość maksymalna powyżej 310 kilometrów na godzinę. Zasięg ponad 530 kilometrów. Cztery silniki elektryczne, po jednym na każde koło, każdy sterowany niezależnie z dokładnością, której żaden układ mechaniczny nie jest w stanie osiągnąć. To nie jest samochód dla emerytów dojeżdżających do supermarketu. To jest pocisk balistyczny z włoską tapicerką.


Ferrari LuceFerrari Luce

Cztery silniki, cztery koła i zero kompromisów

Tutaj robi się naprawdę interesująco. Ferrari nie podeszło do elektryfikacji jak większość producentów, czyli nie wzięło gotowej platformy od dostawcy, nie wsadziło akumulatora tam, gdzie kiedyś był zbiornik paliwa, i nie powiedziało, że wszystko jest super. Nie. Każdy silnik elektryczny, każde ogniwo akumulatora zostało zaprojektowane i zbudowane w Maranello. Ponad sześćdziesiąt nowych patentów. Platforma od podstaw. To nie jest elektryczny Ferrari z kompromisami. To Ferrari, które akurat jeździ na prąd.


Ferrari LuceFerrari Luce


Każde koło ma własny siłownik napędowy, osobny kontrolujący kąt skrętu i jeszcze jeden sterujący zawieszeniem. Samochód myśli o każdym kole osobno, dwieście razy na sekundę, korygując, optymalizując, dostosowując. Żaden kierowca na świecie nie jest w stanie tego robić. A kiedy do tego dołożycie aktywne zawieszenie wywodzące się wprost z Ferrari F80 i niezależnie skrętną tylną oś, otrzymujecie coś, czego fizyka po prostu nie powinna pozwalać na zrealizowanie przy tej masie i w tym rozmiarze.

A tak przy okazji, masa własna wynosi 2260 kilogramów. Jak na elektryczny samochód tej klasy to wynik godny szacunku, choć oczywiście nie jest to waga piórkowa.

Łopatki bez biegów. Ale to ma sens.

Jest jedna rzecz, którą Ferrari zrobiło genialnie, a którą większość ludzi zbagatelizuje. Skoro nie ma skrzyni biegów, to co zrobić z łopatkami przy kierownicy? Można je usunąć. Można zostawić jako dekorację. Ferrari jednak wpadło na pomysł, który jest tak prosty i logiczny, że aż wstyd, że nikt nie wymyślił tego wcześniej.


Ferrari LuceFerrari Luce


Lewa łopatka reguluje intensywność rekuperacji, czyli odzyskiwania energii podczas zwalniania. Prawa pozwala kierowcy wybrać jeden z pięciu poziomów dostarczanego momentu obrotowego. Razem dają poczucie podobne do zmiany biegów w górę i w dół, ale zamiast obsługiwać mechaniczną skrzynię, faktycznie zmieniają charakter jazdy. To nie jest symulacja. To prawdziwa kontrola nad prawdziwą fizyką. Sprytne? Bardzo sprytne.

Wyprzedaż rocznika 2025

Wnętrze projektował człowiek od iPhone'a

Teraz dochodzimy do miejsca, gdzie nawet najbardziej zatwardziali konserwatyści powinni przynajmniej unieść brew z uznaniem. Ferrari powierzyło projekt wnętrza studio LoveFrom, prowadzonemu przez Sir Jony'ego Ive'a, tego samego człowieka, który zaprojektował iPhone'a, MacBooka i praktycznie całą estetykę Apple, która przez dwie dekady definiowała, jak powinien wyglądać nowoczesny produkt. Efekt jest dokładnie taki, jakiego można by się spodziewać.

Fotele z aluminium, pokryte skórą najwyższej jakości. Panel w suficie z aluminiowymi przełącznikami, które sterują oświetleniem i systemem start. Zegary, które łączą fizyczne wskazówki z cyfrowymi wyświetlaczami, bo cyfrowa tarcza sama w sobie jest zbyt zimna, a analogowa zbyt archaiczna, więc Ive zrobił jedno i drugie naraz. Do tego 21 głośników i wzmacniacz o mocy 3000 watów.

Ferrari po raz pierwszy z pięcioma siedzeniami

I tu dochodzimy do najbardziej szokującego elementu całej tej historii. Ferrari Luce ma pięć miejsc. Pięć. Nie dwa, nie cztery jak w Purosangue. Pięć. Z prawdziwą, trzyosobową kanapą z tyłu. To pierwsze Ferrari w historii, które może zabrać na przejażdżkę kompletną rodzinę, a nie tylko kierowcę i towarzysza przygód.

I wiem, co myślicie. Że to zdrada. Że Ferrari powinno być dwumiejscowe, agresywne, niepraktyczne i kompletnie bezużyteczne w codziennym życiu. Że pięć miejsc to coś dla Renault Scenic, a nie dla ikony z Maranello. Ale pamiętajcie, elektryczna architektura po raz pierwszy w historii pozwoliła Ferrari pozbyć się centralnego tunelu, umieścić akumulator płasko pod podłogą i wygospodarować przestrzeń, której silnik spalinowy nigdy by nie oddał. To nie jest ustępstwo. To konsekwencja technologii.

Brzmi. Bo Ferrari zadbało o to, żeby brzmiało

Jest jedna rzecz, która mnie szczerze zaskoczyła i którą muszę docenić, nawet jeśli boli. Ferrari wie, że cisza elektrycznego silnika to dla wielu kierowców katastrofa. Zamiast udawać, że problem nie istnieje, albo emitować sztuczne, nagrane dźwięki jak w moim Abarth 600e scorpionissima, inżynierowie z Maranello zbudowali system, który rejestruje faktyczne drgania mechaniczne samochodu, filtruje je i wzmacnia, tworząc brzmienie będące pochodną rzeczywistej pracy elektrycznych komponentów.


Ferrari LuceFerrari Luce


To nie jest nagranie. To wzmocniona fizyczna rzeczywistość. Coś jak gitara elektryczna bez przetwornika i wzmacniacza byłaby niemal bezgłośna, ale to nadal jest prawdziwa struna i prawdziwe drganie. Poziom dźwięku zmienia się w zależności od trybu jazdy i ustawień łopatek. Przy spokojnej jeździe niemal cisza. Przy pełnym ataku coś, co słyszą przechodnie na ulicy. To uczciwe podejście do problemu, którego większość producentów albo nie rozwiązuje wcale, albo rozwiązuje tandetnie.

645 000 dolarów za przyszłość

Oficjalnej ceny Ferrari nie podało, ale mówi się o około 645 000 dolarów. Czyli tyle, ile kosztuje porządna willa na południu Francji, albo kilkanaście dobrze wyposażonych samochodów klasy premium. To dużo pieniędzy nawet jak na Ferrari. Ale Luce nie jest samochodem dla ludzi, którzy liczą pieniądze. Jest dla tych, którzy chcą mieć pierwszy elektryczny samochód Ferrari i są gotowi zapłacić za to przywilej bycia pionierem.

Bo tak właśnie należy na to patrzeć. Nie jak na zdradę tradycji. Jak na jej kolejny rozdział. Ferrari zawsze robiło rzeczy niemożliwe, silniki kręcące się do dwudziestu tysięcy obrotów, aktywną aerodynamikę, systemy sterowania przeniesione wprost z Formuły 1. Teraz robi elektryczny napęd na wszystkie cztery koła z niezależnym wektorem momentu obrotowego i aktywnym zawieszeniem każdego koła. Środki są inne. Obsesja na punkcie osiągów  identyczna.

Koniec ery czy początek nowej legendy?

Napiszę, jak to naprawdę widzę. Elektryczne Ferrari jest nieuchronne z tego samego powodu, dla którego nieuchronne są elektryczne Lamborghini, elektryczne Porsche i elektryczne wszystko inne. Świat się zmienia i żaden producent, nawet ten z Maranello, nawet ten z krwiobiegiem V12, nie jest w stanie temu zapobiec. Można to opłakiwać. Można klnąć pod nosem. Można bojkotować. Ale Ferrari Luce i tak będzie jeździć po ulicach od 2027 roku, po cichu lub prawie po cichu, osiągając setkę w dwie i pół sekundy i wyglądając jak nic, co wcześniej widzieliście na drodze.

Enzo Ferrari powiedział kiedyś, że aerodynamika jest dla tych, którzy nie potrafią konstruować silników. Gdyby żył dzisiaj, pewnie powiedziałby coś równie pyskatego o elektrycznych napędach. Ale potem wsiadłby za kierownicę, nacisnął pedał gazu i milczał przez resztę drogi.

Szukasz samochodu? Doradca VEHIS ma dla Ciebie oferty ponad 16968 dostępnych samochodów!
Wysyłając formularz wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych wg [tych zasad]
VEHIS to platforma oferująca samochody wszystkich marek wraz z finansowaniem, ubezpieczeniem, wsparciem serwisowym.
Jesteśmy członkiem
Copyright © 2026 VEHIS sp. z o.o. All rights reserved.